Kolekcja strojów

Zawody

Złote wyprawy PBKZ

Kalendarz wydarzeń

sierpień 2017
P W Ś C Pt S N
31 1 2 3 4 5 6
7 8 9 10 11 12 13
14 15 16 17 18 19 20
21 22 23 24 25 26 27
28 29 30 31 1 2 3

maly3

Jak co roku, tak i tym razem reprezentacja Polski i PBKZ udała się na Mistrzostwa Świata w Płukaniu ZŁota, które w tym roku odbywały się we wrześniu w Kalifornii w Stanach Zjednoczonych. Wyjazd, który był poprzedzony wielomiesięcznymi przygotowaniami, rozpoczął się ponad 12 godzinnym przelotem z Poznania via Frankfurt do Los Angeles. 9 godzinna różnica czasu spowodowała, że wystartowaliśmy i wylądowaliśmy tego samego dnia w „mieście aniołów”, gdzie czekała na naszą 11 osobowa ekipę grupkaznajomych amerykanów. Rozpoczęliśmy zwiedzanie Ameryki wg. wyznaczonej trasy.

Pierwsze wrażenia z 2 dniowego pobytu w Los Angeles to przede wszystkim olbrzymie korki na olbrzymich autostradach i niesamowita architektura 16 milionowej metropolii, która przywitała nas ponad 30 stopniowymi upałami. Po zwiedzeniu Down Town, chińskiej dzielnicy, centrum miasta oraz Hollywood, zakończyliśmy pobyt w tym mieście na oceanicznej plaży w Santa Monica.
Zanim dotarliśmy na południe do San Diego, cała ekipą byliśmy jeszcze w bajecznych plenerach i wnętrzach Universal Studios – trzeba przyznać, że namacalne obcowanie z scenografiami i konkretnymi plenerami konkretnych filmów robi niesamowite wrażenie.
W San Diego można było wyczuć atmosferę „frontowego” miasta tj. położonego nieopodal meksykańskiej granicy. Miasto pięknie położone wraz ze swoim Down Town i pięknymi plażami z niezliczoną ilością stworzeń morskich wylegujących się na pięknie ukształtowanych piaszczysto-skalistych plażach.
Nasze wypożyczone busy musiały się sprawdzić kolejnego dnia w pierwszej kilkuset kilometrowej podróży do kolejnego celu naszej eskapady, czyli Las Vegas w Nevadzie, gdzie świat kasyn i ruletek nie zachwycił aż tak bardzo jak po drodze odwiedzona w dorzeczu Kolorado tama Hoover’a (Hoover Damm), która sama w sobie jest cudem techniki z lat 30-tych i robi wrażenie zarówno widokami jak i rozmachem realizacyjnym. Prąd z tej elektrowni zapewnia dostawy do prawie 2 stanów i połowy Kaliforni.
Po nocnych szaleństwach w Las Vegas, w którym symbolicznego dolara wygrał tylko Antek, ruszyliśmy do stanu Utah – i pierwszego dużego parku narodowego Zion Park. Widoki zapierały dech w piersiach a wracając na nocleg do St. George zaliczyliśmy jeszcze przesympatyczny festyn w podmiejskim Hurricane – zaintrygowało nas zwykłe spontanicznie zorganizowane „imprezy ludowe”, gdzie wszystkie grupy wiekowe dobrze się bawiły – my także, dumnie przyznając się do naszego polskiego obywatelstwa; wywołało to niekłamany podziw wśród lokalnych mieszkańców.
Nie co modyfikując nasz pierwotny plan, ruszyliśmy kolejnego dnia do cudownego krajobrazowo Bryce Canion, gdzie formy tektoniczne zarówno co do kształtów skał jak i ich kolorystyki, nie mówiąc o gigantycznych rozmiarach, powodowały że patrzeliśmy na to jak oniemiali. Za każdym wyłomem na tym szlaku byliśmy zadziwieni co jeszcze potrafi ukształtować natura.

maly2


Dzień kolejny to dalsza podróż ze stanu Utah do stanu Arizona, gdzie po drodze na terenach indiańskiego rezerwatu Navajo, zostaliśmy oprowadzeni przez lokalnego mieszkańca w wąwozie Antylopa Canion. Obrazy wyżłobionych przez piasek i wodę piaskowcowych i dolomitowych form skalnych przy niesamowitej barwie załamującego się w powietrzu światła, powodowały u nas szok zadziwienia. Jeszcze tego samego dnia dotarliśmy do North Rim aby w wieczornym słońcu oglądać niesamowita grę promieni zachodzącego słońca na graniach północnych stoków Wielkiego Kanionu Kolorado. Widzieliśmy przepiękny olbrzymi acz niewielki wycinek tego olbrzymiego kanionu, co rozochociło naszą ekipę do zafundowania sobie lotu helikopterem.
Aby to marzenie ziścić musieliśmy udać się kolejnego dnia kilkaset kilometrów na południowa część Kanionu w tym parku. Marzenie o lataniu zrealizowaliśmy w samo południe w South Rim (strona kanionu leżąca nieopodal słynnej Road 66). Tylko niektóre zdjęcia z tego 1,5 h. lotu potrafią ukazać niesamowitość tego największego kanionu świata.
Na nocleg wróciliśmy późną nocą do St. George w Utah by wcześnie rano wyjechać w kierunku Kalifornii do sławnej Doliny Śmierci. Po drodze zaliczyliśmy przygodę mandatową przekroczenie Speed Limit 70 mil – bolało 200 USD za przekroczenie prędkości – no ale jak przygoda to i z szeryfem w USA też musiała się zdarzyć. Dolina Śmierci to zjawisko jedyne w swoim rodzaju – maksymalna temperaturę jaką tam doświadczyliśmy to 49 st. C a do tego złowrogi widok suchych i białych od soli miejsc po okresowych zbiornikach wodnych, no i wszechobecne napisy ostrzegające że „Gorączka zabija”. Pocąc się w klimatyzowanych samochodach, zastanawialiśmy się jak do prawdy, w czasach gorączki złota wytrzymywali tu ludzie. Pejzaże były i piękne i groźne. Wieczorem dotarliśmy do zdecydowanie zimniejszego górzystego Mammoth Lake w parku Yosemite.

małe1
Następny dzień spędziliśmy w urokliwym wąwozie Yosemite Park wśród niesamowitych skał i kształtów terenowych, doświadczając także obcowania z olbrzymami – jedynymi w swoim rodzaju wielkimi sekwojami. Dzień po długiej podróży zakończyliśmy w m. Fresno przy smacznej meksykańskiej kolacji. Ciekawostką noclegu w motelu (ze śniadaniem!) było wręczenie nam przez obsługę bonów śniadaniowych do …McDonald’s. AMERYKA !
Największa sekwoję przyszło nam zobaczyć w czasie wizyty w Kings Canion Park oraz Sequoia Park, gdzie spotkaliśmy największe i najstarsze żywy organizm na świecie – sławne drzewo zwane General Sherman, sekwoja która przy podstawie ma 32 mb obwodu.
Kolejny dzień to dojazd na przedmieścia San Francisco (Oukland), skąd mieliśmy dwudniową bazę wypadową do zwiedzenia centrum SF. Tu doświadczyliśmy niezapomnianych wrażeń w czasie jazdy sławnym tramwajem cable car, zwiedzając centrum miasta, sławny most Golden Gate, wyspę z sensacyjnym więzieniem Alcatraz, japońskie ogrody. Doświadczyliśmy też chyba największych stromości ulic dochodzących nawet do 40 % np. Russian Hill – sławna ulica z kwiatami, którą nie wszyscy kierowcy mają odwagę przejechać.
Wtorek, będący początkiem czasu zawodów, zaczęliśmy od podróży z SF przez sławną dolinę rozlicznych winiarni Napa Volley, aby po południu dotrzeć do Placerville – miejsca Mistrzostw Świata w Płukaniu Złota. Nasza reprezentacja po zakwaterowaniu w uroczym hoteliku, wzięła udział w paradzie narodów – byliśmy bardzo ciepło przyjmowani.

maly3
Same zawody były doskonale zorganizowane i pomimo dokuczających upałów powyżej 30 stopni Celcjusza, ponad 400 zawodników z całego świata miało doskonałe warunki pobytowe. Organizatorzy i ich główny szef Uncle Fuzzy nie ustrzegli się błędów organizacyjnych, choć 6 dniowe zawody były dla nas udane: byliśmy jedną z najliczniejszych reprezentacji ze starego kontynentu, liczyliśmy się praktycznie we wszystkich konkurencjach, choć na pudło doszła tylko dwójka Agrestów w Płukaniu z zamkniętymi oczami (srebrny medal); mieliśmy też z finale naszą trójkę na miejscu 12- tym i dwójkę na miejscu 13-tym. Nasza narodowa reprezentacja uzyskała doskonały 5 ty wynik w 19 grupowej stawce.
Ważne były też nasze nawiązane relacje z organizacjami płukaczy złota z takich krajów jak Szkocja (miejsce kolejnych Mistrzostw Świata Moffat 2017), Kanada (prawdopodobnie MŚ w 2022), N. Zelandią (chyba MŚ w 2023); interesujące były też nasze działania promocyjne – udało nam się zachęcić bardzo wielu Amerykanów do przyjazdu na nasze MP. Uczestniczyliśmy w corocznym posiedzeniu WGA, gdzie podjęto decyzje o organizatorach kolejnych MŚ w Słowacji (2018), Finlandii (2019), Czechach (2020). Byliśmy także w historycznym miejscu gorączki złota w Colomie (miejsce MŚ w 1998 r.), gdzie poza miejscem naturalnej eksploracji rzeki (złoto było dosłownie na brzegu rzeki), udało nam się jeszcze udzielić wywiadu lojalnej stacji telewizyjnej. Nasze uczestnictwo w zawodach skończyło się niedzielnym rozdaniem nagród zrobionym z iście amerykańskim rozmachem na hipodromie, a nagradzani byli wwożeni pojazdami z epoki gorączki złota.
Nasza kalifornijska eskapada zakończyła się nocnym powrotem do LA, by odlecieć na drugi kraniec USA na dwudniową wizytę w New Jersey i Nowym Yorku. Przyznać trzeba, że Manhatan jest niesamowitym przeżyciem i z pewnością zobaczenie w te dni Rockefeller Plaza, Empire State Building, Ground Zero, statui Wolności , Central Parku, Times Square i innych kilkunastu charakterystycznych miejsc, pozostawia uczucie niedosytu – ale jest to niesamowite miasto na wielotygodniowe zwiedzanie.
Po ponad trzytygodniowym pobycie w USA, wróciliśmy z lotniska Kennedy’ego przez Frankfurt do Poznania. Byliśmy pod wielkim wrażeniem niesamowitych cudów natury na amerykańskim kontynencie, ale także i niesamowitych zdobyczy cywilizacji – wielkich Miast, Autostrad, samochodów, domów etc. etc. nade wszystko dla nas ważne były także zawody w płukaniu złota i godne reprezentowanie naszego kraju za oceanem.
Dziękuję wszystkim za pomoc w organizacji tego wyjazdu i zaangażowanie każdego z uczestników w sprawne wypełnienie planu podróży.
Do zobaczenia w Szkocji w sierpniu 2017.

Ze Złotym pozdrowieniem Jarek D.