Mogłoby się wydawać, że zorganizować w niecały rok po Mistrzostwach Świata kolejne mistrzostwa Polski w płukaniu złota nie było trudno. Jednak mamy jednak świadomość, że to trudna sprawa. Większość zawodników i widzów bedzie porównywać imprezę do ubiegłorocznych Mistzrostw Świata. To nowa dla nas sytuacja. Wielu naszych adwersarzy, bo przecież i tacy istnieją nasila swoje ataki. Jest oczywistym, że w porównaniu z mistrzostwami świata będzie mniej zawodników, mniej gości, mniejsze zainteresowanie mediów. Tak więc siłą rzeczy nie ma najmniejszej szansy na to aby były choć w połowie tak okazałe. A do tego minęło tak niewiele czasu. Zaledwie 8 miesięcy.         My postanawiamy jak co roku robić swoje. Nie oglądamy się na uszczypliwe uwagi napływające czasami pod naszym adresem. Mieliśmy świadomość, ze po okresie fascynacji i niesamowitego rozkwitu musi w końcu nadejść okres pewnego kryzysu, który należy przetrwać. Nie sądziliśmy, że ten czas może być dla naszego stowarzyszenia okresem bardzo ważnym z którego wyjdziemy niesamowicie wzmocnieni. I to właśnie te mistrzostwa miały to pokazać. Ale do rzeczy...         Pomimo skromniejszej oprawy spotykamy się już podczas otwarcia mistrzostw z bardzo przyjaznym przyjęciem mieszkańców miasta, którzy brawami, okrzykami czy wyrażanymi opiniami powodują, że odnajdujemy sens naszego działania. Przecież właśnie dla nich warto dalej to kontynuować. Choć pojawia się na naszych mistrzostwach mniejsza ilość płukaczy, to są to prawdziwi nasi przyjaciele a przede wszystkim ludzie, którzy naprawdę upodobali sobie naszą Złotoryję. Dla nich również warto ponosić ten organizacyjny wysiłek. Poza tym zauważamy, że mamy już swoich naśladowców. Okoliczne miejscowości zaczynają powoli iść naszym śladem starając się organizować podobne imprezy w oparciu o historię i charakter swojej miejscowości. To przekonuje nas, że wybraliśmy dobry kierunek. Organizacja samych zawodów, po zaprawie jaką przeszliśmy na mistrzostwach świata to przysłowiowa "bułka z masłem". Zawody wygrywa wśród profesjonalistów ubiegłoroczny mistrz świata Tadeusz Wasilewicz potwierdzając swoja klasę tuż przed zawodnikami z Lubina Augustynem Zdzisławem i Wejksznią Michałem. Wśród Profesjonalistek mieliśmy do czynienia z rodzinną potyczką pomiędzy Anną Świerk i jej córką Karoliną. Wygrała Pani Anna. Tuż za nimi uplasowała się Urszula Regulska. Prawdziwym bohaterem mistrzostw, jak co roku jest Kuba Ugorek z Poznania. Zobaczycie - ten mały płukacz zostanie kiedyś mistrzem świata. Bacznie obserwujemy poczynania naszych płukaczy przed Mistrzostwami Świata w Australii. Na pewno weźmie w nich udział tegoroczny mistrz Tadeusz Wasilewicz. Chcielibyśmy wysłać około 15-sto osobowa ekipę. Będzie to jednak wymagało ogromnych nakładów, które muszą ponieść sami płukacze. Mamy nadzieje, że ci co pojadą przywiozą choć jeden mały medal